Oderwanie od rzeczywistości
Ostatnio za dużo piszę i czytam.
Może to i summa summarum na dobre wyjdzie. Są jednak uboczne efekty takiego postępowania. Zderzam się z ludźmi na ulicy, a nawet ze słupami. Rano poleciałem do swojego “gabinetu” i nie zauważyłem kartki od profesor na drzwiach, które otwierałem. Zdaża się, że na przystanku nie wsiadam do autobusu, w sklepie nie zauważam, że mi zapakowali coś innego, niż chciałem, przegapiam zielone światło stojąc przy przejściu. Po raz kolejny od miesiąca zapomniałem uczniom wysłać maila… <przewraca_oczami> - to jakiś horhrorh. Może kiedyś zrobię pranie sąsiadom, myśląc, że to moje, albo wsiądę w autobus w drugą stronę. Kiedyś miałem indywidualny tok z jednego przemiotu, tydzień w tydzień chodziłem na zajęcia o tej samej godzinie, aż któregoś razu po prostu zapomniałem. Gdy spotkałem sie w cztery oczy z nauczycielką na korytarzu, nie miałem oczywiście żadnej wymówki, a biedna przyszła była na 8 rano :/ I tak w kółko. Tylko teorie mam uporządkowane.
Gdy o tych samych uczniów chodzi: dokładnie pamiętam, który czego nie umiał w ostatnim miesiącu, jak którego pytać, żeby od zrozumiał, przy którym temacie komu zadrżał głos od niepewności
I jak tu kazać mózgowi, żeby tak samo działał w pozostałych obszarach zainteresowań? A może po prostu mnie nie obchodzą takie rzeczy…(?)
Przy czym z ludźmi zderzam się na ogól w kluczowym momencie przemyśleń. Czy jest na to jakiś lek?




