Niepokorni wobec przepisów wiary
Czasami wdaję się w dyskusje, z osobami wierzącymi. Próbuje znaleźć w nich tzw. dobro. Na pewnym forum zaatakował mnie ostatnio chłopak, który po mojej deklaracji poglądów jawnie życzył mi wszystkiego najgorszego, nazwał pseudonaukowcem i odmówił życia duchowego. Wyłamał się z Chrystusowego przykazu miłości. “Bo nieprzyjacioły ma się miłować, pomstę zaś oddać Bogu” - jak podsunął mi Olek. Próbowałem oponować pytaniami i jakoś argumentować swoje przekonania. Spotkał mnie tylko zajadły atak i brak polemiki, której miejsce zajęło wysypawanie z rękawa kolejnych przykładów i przytyków ad personam, ja okazałem się głupi, ślepy, a moje okulary, których zresztą praktycznie nie używam, za słabe. I co? I śmigło. Zero dobra. Jeśli ta wiara nie upadnie w rzeczonym wykonaniu, świat znowu stoczy sie do Średniowiecza. Ale co można zrobić? “Niech sobie żyje, są gorsi od niego” - to z kolei podsunął Łukasz
Więcej już radości i spokoju a ateizmie, którego wcale nie popieram - ale to lepsza opcja: http://www.flamewarrior.com/assert.htm




