Z serii “O nieomylności Matki Kościoła Katolickiego”
“Z zatrutego źródła indyferentyzmu płynie ta absurdalna i fałszywa doktryna, która domaga się i broni wolności sumienia dla wszystkich. Z tego rodzi się, jednym słowem, najgorsza ze wszystkich plag, mianowicie wolność opinii i wolność słowa.”
Grzegorz XVI, papież (1765-1846)
Dom
Jak przystało na osobę o moim zdrowiu i wyjątkowo długi okres braku przeziębień - coś mnie złapało. Spakowałem manatki i oto siedzę w domu. Miałem dziwną podróż. W kasie nie przyjmowali kart, dostałem miejsce z przedziale dla palących z dwoma starszymi rosjanami, którzy palili za dużo nawet jak dla mnie, ciągle chcieli mnie częstować wódką, ale wysiedli już w Dąbiu :). Gdy tylko wsiadłem do pociągu naszła mnie wizja, że będę tego dnia zmuszony użyć swojego niedopracowanego holenderskiego, a myśl ta nieco mnie speszyła. Wizja na szczęście okazała się tylko częściowo trafiona. W połowie podróży konduktor przyszedł do nas szukając kogoś, kto powie “tym niemcom”, osowohólechozzzi (oczywiście, jak przystało na słowianina nie znam języków słowiańskich, a raczej, i to słabo, germańskie :/). Okazało się, że spóźnili się 20 minut na swój pociąg i chcieli kupić bilety kredytowe. Obrali strategię “byle w pobliże granicy” (w świetle sytuacji politycznej wcale się im nie dziwię). Po krótkiej (z mojej strony, oni, nie wiedzieć czemu, ciągle się tłumaczyli, że się spóźnili :>
wymianie zdań znikli z mojego życia. Na dworzec przyszedł po mnie brat z kolegami.
Znowu utlenił włosy, nosi łańcuchy i pierścienie, coś srebrnego ma w uchu, przywitał mnie podarowaną butelką piwa zamiast chlebem i solą :).
Potem przyjechał tata i pojechaliśmy do domu. Kot ciągle nie zdechł i dalej rozsiewa alergeny. W domu afera z powodu mojego niespowdziewanego przyjazdu, ale ulubiona sałtaka i tak zdążyłą się zrobić :D.
A na komputerze nie ma linuksa. Używam windowsa i czuję się w związku z tym jak w klatce!




