KDE 3.5 i Slackware 11.0
Przeniosłem się ostatnio zupełnie na oprogramowanie spod KDE. Jestem pod wrażeniem edytora Kate… i banalnego Kjots. Do tej pory nieustająca miłość do Gnome i GTK nie pozwalała mi na podobne ekscesy, ale rzeczywistość zmusiła mnie do długiej próby z Qt i KDE. Nadal brakuje mi niektórych funkcjonalności Gnome, ale powoli się przestawiam i summa summarum jestem zadowolony. No prawie, bo… dźwięki są takie sobie
Tak myślę, że jeśli będę tu od czasu do czasu opisywał fajność* oprogramowania z gałęzi K, może kogoś skłonię do jego używania.
*fajność - (por. ang. fine, hol. fijn, niem. fein) coś pośredniego między użytecznością a zdolność do sprawiania radochy





Funkcjonalność Gnome polega na tym, że nie sposób pozbyć się całego obramowania okna, dać rzeczonego w tryb full screen i zmusić do tego, żeby pojawiało się na określonym pulpicie. I to zadecydowało o używaniu KDE. Oraz kilka pomniejszych upierdliwości
Hm. Może używałeś starego gnome jakiegoś? Nie miałem żadnych problemów z ustawianiem okine na dowolnych pulpitach ani z trybem fullscreen… :>
Tutorial poproszę
Po prostu nie wykryłem sposobu na takie konfigurowanie okien w metacity na jakie pozwala kwin - łatwo, wszystkie parametry i indywidualnie dla każdego okna.
Nie tak znów starego, choć starego też, bo chwilę już się z linuksem znamy
OK. To jeszcze wypowiedz się właściwie o słuszności wyboru Slacka
Właściwie to my się ze Slackiem nie znamy
“Każda sroczka swój ogonek…”
Używam to na zmianę albo jednocześnie KDE, GNOME i Enlightenment. Dopiero to ostatnie środowisko przekonało mnie do używania częściej klawiatury, niż myszy. Mają kilka genialnych rzeczy, ale nie o tym miało być…
Praca w Gnome jest na starcie bardzo wygodna, zasady są klarowne itepe itede. W KDE trzeba kilka do kilkunastu godzin posiedzieć, nierzadko poczytać, poszukać czegoś w sieci. Da się w ten sposób zyskać więcej, niż ma do zaoferowania Gnome. Nie każdy tego potrzebuje. To moim zdaniem najistotniejsza różnica. Użytkownicy z reguły instalują oba biurka, bo i tu i tu brak im jakichś aplikacji. Mi samemu wystarczyłoby może “tylko” KDE, raczej nie sam GNOME.
A zauważyliście ostatnio, że oprogramowanie zaczyna być tworzone dla bałaganiarzy i ludzi, którzy mają tak dużo danych, że nie wiedzą, co z tym zrobić? Weźmy takiego Amaroka czy programy do prowadzenia bazy zdjęć.