Surionis fragmina

Wielgus, ingres, Glemp, Benedykt i niesforne rzesze polskich katolików-emerytów

Posted in Blog by Surion E. on poniedziałek, 8 styczeń, 2007

Sprawa Wielgusa mało mnie w sumie obchodziła, ale z szumu, jaki się wokół biskupa zrobił, trudno wyjść bez żadnych wrażeń na ten temat.

Pan Wojciech Wierzejski napisał, że przeciwnikami ingresu jest:

Bardzo dziwne i złożone towarzystwo.

(1)Przeciwnicy lustracji. Cała ta nienawistna i niezrozumiała kampania nosi znamiona prowokacji zainspirowanej przez lobby antylustracyjne.[...]

(2)Masoneria. Atak poszedł z „Gazety Polskiej” i od redaktorów telewizji publicznej związanych z p. Wildsteinem. Nie od dziś wiadomo, że ludzie ci mają bliskie związki z wolnomularstwem [...].

(3)Media krajowe na kapitale niemieckim [...]

(4)Media nikczemne, laickie, tradycyjnie nieprzychylne Kościołowi, które wykorzystały okazję do rozpętania kolejnej kampanii wymierzonej w autorytet duchowieństwa. A że dodatkowo to temat „nośny”, więc kupę kasy na podsycaniu skandalu zarobiły.

(5)Użyteczni durnie ze świata katolickiego. [...] Oni w swej bezmyślności, zamiast w pokorze zamilknąć, albo starać się pokazać szersze tło całej sprawy, przyłączyli się do ujadania wrogów Kościoła.

Bardzo ciekawi mnie zwłaszcza ostatni punkt, bo czyż nie odnosi się on także do listu Benedykta XVI i do jego osoby?

Blogów komentujących ingres jest bez liku. Polecam jednak Waszej uwadze głównie wpis Tomasz Łysakowskiego i wpisy na kurczeblade.pl, zwłaszcza ten.

Media i politycy czynią z lustracji jakiś niezrozumiały kocioł niezrozumiałych problemów, powołują się to na prawdę historyczną, to na fałszerstwa – w sumie i tak do końca nie wiadomo ani kto, ani z kim, a tym bardziej dlaczego i po co. Kaczyńscy wykazali się też przedziwną postawą. Gdy ujawniono niepomyślną teczkę jednego bliźniaka, podniósł się jazgot o zafałszowaniu archiwów. Zrozumiałe – w końcu swoje katolickie grono trzeba chronić. Ale żaden jazgot nie podniósł się, gdy ujawniono teczki Wielgusa. Czemu?

Z mojego punktu widzenia sprawa jest prosta. Gdy np. lustrowano nieszczęsną Zytę Gilowską, nie miało za bardzo znaczenia, czy współpracowała, czy nie, tym bardziej, że cały proces był przeprowadzony na siłę. W jej przypadku znaczenie miały kompetencje, jakimi dysponowała do objęcia stanowiska w rządzie. I to było ważne. W przypadku posługi duchowej znaczenie ma zupełnie co innego – moralność. Jak można mówić, że wzorem moralnym dla ludzi jest człowiek, który świadomie współpracował ze służbami i to przez dwadzieścia lat? Gilowska nie musiała być dla nikogo wzorem moralnym, Wielgus by musiał. Na stanowiska kościelne powinno powoływać się osoby, jak by to powiedziały Klony, “bez skazy”. Nie żebym wyraził tu implicite jakieś swoje poparcie dla istnienia Kościoła jako takiego…

Oczywiście powołać się można na tak zwane “inne czasy”, “trudności”, “zastraszanie”, “szantaż” itp. Katolicyzm przyucza jednak do nieugiętości moralnej i jest w tym kategoryczny; zewsząd słyszymy głosy tego typu, czy to o wzywaniu do heroicznej (i absurdalnej) wstrzemięźliwości, czy o obowiązku rodzenia dzieci pochodzących z gwałtu. Wobec takich poglądów, jak można, do cholery, mówić, że to nieistotne, że Wielgus współpracował 20 lat i 20 lat donosił? A donosił między innymi na swoją Alma Mater, będąc jej rektorem.

Jeszcze bardziej kuriozalna jest reakcja katolików-emerytów, którzy, prawdopodobnie z nudów, wylegli na ulice i oprotestowali list Benedykta. Prawdę mówiąc tylko czekałem, kiedy polskonarodowe towarzystwo wyrazi swoją niechęć wobec papieża Niemca. Glemp natomiast przeszedł samego siebie odwalając durną i nieskładną homilię i również oponując wobec Benedekta, którego wszak jest poddanym, a przecież purpura biretu kardynała oznacza gotowość śmierci za Kosciół Powszechny i Papieża.

To niepokojące, pachnie wręcz schizmą. Wierzejski, emeryci, Glemp przeciw Papieżowi, Następcy Piotra, Biskupowi Rzymu, Sukcesorowi Księcia Apostołów, Patriarsze Zachodu, Wikariuszowi Jezusa Chrystusa, et cetera, et cetara, wybranemu zgodnie z prawem :) . Czyżby miało powstać wyznanie polskokatolickie i Kościół Polskokatolicki jako odrębny organizm ? :)

Czy wczorajszy dzień nie oznacza, że powiedzenie “Roma locuta, causa finita” należałoby raczej zamienić na “Roma locuta, causa turbata“, czyli “Rzym przemówił, sprawa zawikłana”.

Odpowiedzi: 3

Subscribe to comments with RSS.

  1. migg said, on poniedziałek, 8 styczeń, 2007 at 10:11

    Jeszcze w sprawie heroicznej wstrzemięźliwości – niemal wszyscy pominęli milczeniem fragment z teczki Wielgusa, który mówi, ze utrzymywał intymne stosunki z kobietami.
    Wstrzemięźliwość?

  2. karelmankookson said, on wtorek, 9 styczeń, 2007 at 6:25

    > Czyżby miało powstać wyznanie polskokatolickie i Kościół Polskokatolicki
    > jako odrębny organizm ?

    za pozno. juz istnieje i dziala ;>

    http://www.polskokatolicki.pl/index2.htm

  3. joe255 said, on wtorek, 9 styczeń, 2007 at 10:10

    ideał sięgnął b r u k u ? Kościół tak długo bronił się przed lustracją, że teraz już nie ma wątpliwości- będą rzesze pokalanych. I smutno i beznadziejnie patrząc z punktu widzenia tzw. tradycji kościelno-patriotycznych, bo co to za ostoja?


Napisz odpowiedź