Pleonazm na dziś, odc. 5
Niestety ciągle napotykamy się na:
POPRAWIĆ SIĘ NA LEPSZE
Co, jak łatwo się domyślić, jest po prostu bez sensu.
Arthur C. Clarke, “Wyspa delfinów”
Skończyłem czytać “Wyspę delfinów” Arthura C. Clarke’a. Kupiłem kiedyś na allegro takie stare wydanie z 1986 r. To bardzo ceniony autor, jednak do tej pory go nie czytałem. Na podstawie jego tekstu “The Sentinel” powstał uwielbiany film “2001:Odyseja Kosmiczna“.
“Wyspa delfinów” jest typową książką autorów pokroju Clerke’a. Nie błyszczą oni stylem, który jest bardzo spokojny, raczej płaski i nieporywający, nie unikają niezręczności; gdy priorytetem jest przekazanie czytelnikowi jakiegoś faktu, liczy się bardziej przekazanie go, niż przygotowanie czytelnika do jego przyjęcia. Jest za to w tego rodzaju książkach coś innego, jakiś pomysł, prognoza, rozwinięte i omawiane, na przykładach, w wydarzeniach i dyskusjach bohaterów, dlatego “Wyspa delfinów” należy do książek ciekawych, choć nie do najlepszych, jakie czytałem.
W “Wyspie delfinów” Clarke rozwija pomysł, wg którego delfiny mają rozwinięty system komunikacji na poziomie podobnym do naszego języka. Główny bohater, młody chłopak, trafia na wyspę, na której prowadzone są badania nad tym fenomenem. Autor czerpał z badań naukowych i ekstrapolował je przy pomocy własnych pomysłów. Rozwinął implikacje, które wynikają z założenia, że delfiny “mówią”. W książce pojawia się np. urządzenie do komunikacji z delfinami, okazuje się, że delfiny mają swoje opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenia, a jedna z nich jest bardzo intrygująca :). Nie będę opisywał więcej szczegółów. Jak ktoś ma wolnych kilka wieczorów i nic lepszego do robienia - można śmiało polecić.
Chodzące DNA i kinezyny - luźne, poobiednie skojarzenia o ewolucji i pięknie molekuł
“Przypowieść” o zegarku na pustyni mówi, że z samego faktu obecności na pustyni tak złożonego i różniącego się od otoczenia przedmiotu wnioskujemy o jego konstruktorze. W ten sposób ze złożoności świata wnioskujemy, że istnieje Konstruktor, alias Bóg. Nie zgadzam się z tym poglądem głównie dlatego, że przypomina przekonania paranoików, którzy w różnych zdarzeniach doszukują się innych sił, niż można znaleźć rzeczywistości. Dla przykładu, prościej zwalić coś na Lożę Masońską i jej manipulacje polityczne, niż przyjąć do wiadomości nieudolność rodzimych polityków. Tak też jest z teorią ewolucji. Sprzeciw wobec niej wynika głównie z tego, że:
-
nie chcemy mącić sobie w głowie nowymi teoriami, jakkolwiek bardzo słusznymi, chcemy natomiast zachować dotychczasowy stan myśli i poglądów, jakkolwiek niesłusznych. Nazwijmy to lenistwem światopoglądowym;
-
nawet obserwując złożoność świata, zatrzymujemy się na pewnym etapie, myśląc sobie: “Mój Boże, wszystko jest takie niepoznane i tak skomplikowane, tak misterne i akurat do siebie pasuje, że ktoś musiał wszystko ułożyć”. To możemy nazwać niepogłębioną refleksją, a dlatego, że złożoność świata biologicznego wyjaśnia teoria ewolucji. Nie mam zamiaru rozwodzić się nad samą teorią ewolucji. Napisano o niej dość dużo, dość rozwlekle i dość szczegółowo, można łatwo znaleźć odpowiednie źródła.
Mam za to zamiar wskazać na molekułę i badania, które dadzą do ręki argument ludziom z drugiego punktu.
Kinezyny! Są fenomenalne… Wyglądają jak ludzik kroczący po mikrotubuli. Filmik z czymś takim był kiedyś na youtube, znalazłem go przez bloga Migg, ale linki u niej się zdezaktualizowały. Całość dostępna jest pod tym adresem. Rzeczony “ludzik” jest mniej więcej w połowie.
Te i inne zjawiska, obserwowane na poziomie molekularnym, wywołują zdziwienie, ba!, zadziwienie! To samo, które kiedyś szokowało Indian, gdy oglądali wielkie żagle i same statki, widzieli jazdę konno, broń palną. Myśleli, że “biali to bogowie”. Te czasy i takie reakcje nie minęły do dziś, jak się okazuje…
Wbrew temu jednak, naukowcy wzięli pod lupę cząsteczki i stworzyli metodę, którą potrafią sami zrobić molekułę spacerującą po innej molekule. Donosi o tym Nature, a za nim NewScientist. Zamiast budować ją z aminokwasów, badaczne zrobili ją z zasad nukleinowych i uzyskali dobry efekt. Polecam artykuł. Lepiej, co prawda, ten z NewScientist, bo nature ogranicza dostęp dla placówek naukowych.
Tak więc kolejny magiczny element świata biomolekularnego został oswojony. Tak jak Indianie oswoili później strzelby. Po co cały ten ambaras?
Dziś wydano KDE 4
Dziś jest ten dzień, kiedy wydano KDE 4. Zainstalowałem i sprawdziłem. Wygląda pięknie, działa pięknie, brzmi pięknie, jest szybkie, ale… jak wszystko, co świeże, wymaga czasu, by zostać dopasowane do dystrybucji. Używam obecnie Kubuntu 7.10* i pakiety z nowością dostępne w repozytoriach nie są na pewno tym, na czym skupią się deweloperzy. Na szczęście już w kwietniu będzie wersja 8.04, która będzie wydana z KDE 4. Myślę, że wtedy możemy się spodziewać czegoś naprawdę dopracowanego.
Gdy uruchomiłem KDE 4, dostrzegłem (poza szeregiem pozytywnych aspektów) na przykład to, że ikony nie zawsze sie odznaczają (wtedy, gdy obszar podświetlenia pokrywa sie z takim samym obszarem innej ikony). Póki co nie odważę się odinstalować KDE 3, a to powoduje, że w menu mam mnóstwo aplikacji z obu wersji, np. dwukrotnie Kopete (które w tej wczenej, wersji nr 4 ,nie ma żadnych protokołów w obsłudze! - przynajmniej w pakietach do Kubuntu).
Mimo to czekam niecierpliwie na nową wersję dystrubucji, bo funkcjonalność i programy KDE 4 prezentują się, w ogólności, świetnie. Np. takie Kalzium - kandydat do stosowania codziennego, tym bardziej, że sprzężony z Avogadro, czego nie było w KDE 3.
* Dla nieświadomych zasad numeracji Ubuntu:
- Pierwsza liczba oznacza rok, w którym pojawiła się dana wersja.
- Druga liczba oznacza miesiąc, w którym pojawiła się dana wersja.
- Oficjalne wydania pojawiają się w kwietniu i październiku.
Stąd każdego roku Ubuntu i Kubuntu pojawiają się dwa razy z numerami takimi jak 6.04, 6.10, 7.04, 7.10 itd.
Sero sed serio
Szukałem dzisiaj informacji o efekcie Kerra. I natrafiłem na herb szkockiego klanu Kerrów, który mnie bardzo rozbawił.

Napis w herbie głosi: “Późno lecz poważnie”. Późno lecz serio :).
Jest też inny herb, innego rodu.

Tutaj napisano: “Zawsze poważnie”. Zawsze serio. Oh, LOL. ![]()




