Pleonazm na dziś, odc. 5
Niestety ciągle napotykamy się na:
POPRAWIĆ SIĘ NA LEPSZE
Co, jak łatwo się domyślić, jest po prostu bez sensu.
Niestety ciągle napotykamy się na:
Co, jak łatwo się domyślić, jest po prostu bez sensu.
Subscribe to comments with RSS or TrackBack to 'Pleonazm na dziś, odc. 5'.
Blog at WordPress.com. Theme: The Journalist by Lucian Marin
Hmm… Muszę przyznać, iż jakoś nie rzuciło mi się to w oczy. Może nie jest to jednak aż tak częste powiedzenie…
Hmm… no nie wiem… Ty sie ciągle poprawiasz na gorsze
więc to chyba ma sens
Pozdrawiam
doodge, no może jest to bardziej licealny błąd
SamWieszKto, właśnie że nie ma
W Twoim przypadku nabiera sensu… oj dziś na zajęciach miałem o sensie… i egzamin mam z tego sensu w poniedziałek
Pozdrawiam
Surionie, z tym zaliczaniem pleonazmów do grupy wyrażeń “bez sensu”, to bym uważał. Jak się zdaje wszelkie informacje redundantne (por. “małe jeziorko”
wprowadzają jakąś pragmatyczną porcję sensu. Oxfordzcy filozofowie języka wyróżniają trzy warstwy komunikatu: lokucyjną, illokucyjną i perlokucyjną - coś, co w lokucji byłoby błędem, jeżeli ma wartość illokucyjną, znosi w ogóle lokucję (por. “mój Boże!”). Przestrzeń pragmatyczna wypowiedzi sytuuje się gdzieś nad illokucją i perlokucją (jako ta, wykorzystująca elementy mowy nie wprost). Jak zatem odróżniać semantykę od pragmatyki (co moim zdaniem jest konieczne)? Kiedyś Pani Prof. Grzegorczykowa podała następujący przykład: ktoś znalazł kartkę papieru, na której było napisane “otwarte we wtorek”. Semantyk o tej wypowiedzi powie niewiele - ustali reprezentację semantyczną wyrażenia “otwierać”, relacyjnie zdefiniuje “wtorek”, bo przecież już nie powie, czy to drugi, czy trzeci, a może nawet czwarty dzień tygodnia (chrześcijanin, żyd, muzułmanin). Semantyk nie będzie w stanie określić, czy to się wydarzyło, czy wydarzy, czy też wydarza. A zobacz, jak dużo więcej mógłby powiedzieć pragmatyk, który szuka sensu w nieładzie, w wyrażeniach na pozór sensu pozbawionych. Słowa same w sobie nic nie znaczą. One nabierają treści dopiero w otoczeniu językowym.
Jestem semantykiem i pragmatyką nawet nie zamierzam się zajmować (co więcej podczas obrony mojego doktoratu zakazał mi tego jeden z recenzentów pracy), nie chcę też bronić pozycji pragmatycznej, ale rażą mnie sądy kategoryczne, wprowadzanane prefiksem faktywnym. Kategoryczność jeszcze nie oznacza prawdziwości.
A co do tej najprostszej, najbardziej prymitywnej strony językoznawstwa, to znaczy kultury języka - to tak, ona uznaje pleonazmy za błędy. Ale czy warto? Może nadawca chciał coś przez to powiedzieć (o ile był świadom tego, co robi).
Pozdrawiam
Bartoku, chyba nie dałem wyraźnie do zrozumienia, jaki sens ma moje wyliczanie pleonazmów. Wybrałem akurat je, bo są wdzięczne z punktu widzenia logiki.
W zasadzie większość z nich uważam za błędy - tak prywatnie. Błędy językowe to nie jest jednak rzecz, która musi być unikana w każdym przypadku, a czasami nie są nawet w swej istocie błędami, a jakimiś środkami wyrazu.
W przypadku “poprawić się na lepsze” umiem dostrzec sytuacje, a może raczej przyczyny, dla których można sie tak wyrazić. Wymieniając pleonazmy na blogu, mam przed oczami język bardzo codzienny, albo raczej “użytkowy” (takie określenie przyszło mi na myśl, może będę musiał je doprecyzować), który jawi mi sie raczej jako coś pleonazmami skontaminowanego niż ozdobionego. Bierze sie to może stąd, że mam poczucie mowy ojczystej (i pewnie nie tylko) skażone naukami ścisłymi (przynajmniej w jakimś stopniu) i oczekuję od języka przejrzystości, a jego funkcje ubarwiające wolę widzieć tam, gdzie lepiej pasują i gdzie można się nimi zachwycać.
Tak więc bardziej piętnuję pewną “zbędność” obecną w pleonazmach, gdy jest ona nieuzasadniona. Patrzyłem na sprawę przez pryzmat języka słyszanego na przystankach, w autobusach, na przerwach między zajęciami i nie przyszło mi w ogóle do głowy, żeby zwrócić na ten problem uwagę. Dziękuję za jego uwypuklenie. Postaram się to pełniej zaznaczyć przy okazji kolejnego takiego wpisu.
A niejeden jeszcze się pojawi - mam nadzieję, że będziesz stał na straży rozsądku językowego :).
Wracając do logiki i nawiązując do estetyki, przy bardzo pospolitym użyciu czasownika “poprawić” dopowiedzenie “na lepsze” uznaję za zupełnie zbędne. W takim zakresie całe to sformułowanie jest “bez sensu” - wg mnie. Poza tym wypowiedź bez dopowiedzenia jest w moim odczuciu o wiele ładniejsza. Co więcej sądzę, że odrobinka normatywności w przypadku pleonazmów nie jest szkodliwa, dlatego że powoduje zastanawianie się nad faktyczną treścią słów, nad - w ogóle - strukturą języka (choć w tak małym zakresie jest to cenne) i być może spowoduje, że ktoś gdzieś zastanowi się nad tym, co powie, zanim powie. Zupełnie inaczej, niż ten polityk, co mógł nie mówić “przez dakady, a może nawet dziesięciolecia”, a powiedział.
Tak więc jeśli moje wartościowanie zabrzmiało kategorycznie - to proszę dodać powyższe kwantyfikatory do mojej notki, na przyszłość będę bardziej uważał.
PS. Pamiętam, jak przy pleonazmie “okres czasu” pisałeś, że jego użycie bywa uzasadnione. Jeślibyś mógł to rozwinąć, przynajmniej jeden przykład, ponieważ nie mam rzeczonego słownika, ani pieniędzy, by teraz go kupić, ani czasu, by iść po niego do biblioteki ;(.
Pragmatyka języka to fascynująca sprawa. Język, w jej imię, wymyka się sam swoim zasadom. Pragmatyka, z punktu widzenia codzienności, jest chyba najwazniejsza w języku. Czy to dlatego języki w ogóle ewoluują? Przez pragmatykę?
Miałbym jeszcze wiele na ten temat do powiedzenia, ale wolę się wstrzymać.
Za dużo rzeczy mam na końcu języka, a są jeszcze nie skrystalizowane.
Czekam na odpowiedzi.
“Okres czasu” jest uzasadnione, gdy słowo “okres” użyte jest w nim jako miara. Podobną konstrukcją jest “bochenek chleba”, “ząbek czosnku” etc. Co do pozostałych spraw, wymagają czasu, a jestem w ostatnich dniach obłożony egzaminami. Do tego jutro muszę być w Warszawie, wieczorem wracam do siebie. Musiałbym Ci wyłożyć przynajmniej podstawy uprawianej przeze mnie filozofii języka. Może kiedyś i w bardziej sprzyjających warunkach… Zresztą być może (rozmowy jeszcze trwają i dziś powiedziałem kolejne “nie”, ale przy następnej propozycji już się nie będę opierał) od przyszłego semestru będę na UW prowadził seminarium poświęcone epistemologii św. Pawła (stawiam taką tezę, że to on właśnie wprowadził wyłom w językach ie., doprowadzając do poważnych zmian semantycznych, a zwłaszcza w systemie epistemicznym, por. “agape”, “elpis”).
PS Kategoria “semantyki czystej” (sam się m.in. zajmuję szukaniem metod translacji treści intensjonalnych na ekstensjonalne) została wymyślona przez Carnapa. Carnap - jak się zdaje - pod koniec życia coraz mniej wierzył, że osiągniemy tę czystość. A ja jestem głęboko przekonany, że to możliwe, trzeba tylko znaleźć odpowiednie środki przekładu. Wtedy komputery rzeczywiście przemówią!
“Co, jak łatwo się domyśleć(…)”. O fuj, jaka nieładna forma czasownika “domyślać się”! Siadaj na jeża!!! NaTYchmiast!
Poprawione.
No!
może chodziło o podkreślenie słowa “poprawić” (bo to była taka wspaniała poprawa)
pozdrawiam
http://esencja.wordpress.com/