“Ślimak na zboczu”, Arkadij i Borys Strugaccy
Zawsze miałem problem z wyobrażeniem sobie, na czym polega wspólne pisanie książki. Arkadij i Borys Strugaccy, bracia, Rosjanie – pisali wspólnie. Wykształceni, inteligenccy, tworzyli rzeczy niebanalne i trudne koncepcyjnie. A przy tym mieli dobre poczucie humoru. Tyle o nich wiedziałem, nie znając ich książek. Jedna z nich, “Ślimak na zboczu”, od dłuższego czasu leżała nieprzeczytana na półce. Więc się za nią zabrałem.
Moje świeże wrażenia są bardzo pozytywne i z pewnością sięgnę po następne dzieła braci. “Ślimak na zboczu” jest dla mnie doskonałym opisem rzeczywistości komunistycznej, partyjnej, pełnej bojaźni, strachu o własny stołek, o dokumenty, o poprawność. W doskonałej metaforze, na którą stać chyba tylko literaturę science fiction, autorzy dają wyraz kompletnemu bezsensowi przerośniętej biurokratycznej machiny i temu, jak znajduje (a raczej nie znajduje) się w tym wszystkim człowiek normalny, jak bardzo nie może się z nią pogodzić, jak bardzo go ona przytłacza i jak zupełnie jest on wobec niej bezradny. W książce są jednak dwa równoległe wątki. Drugi mówi o podobnej bezradności i wyobcowaniu człowieka pośród innych ludzi, którzy próbują go zrównać ze stadem, oswoić i zamknąć w jakieś ramy. Mówi o jego braku przynależności i klęsce, jaką na końcu ponosi, zupełnie jak poprzedni więzień biurokracji.
Poczynania bohaterów mają miejsce w świecie bardzo abstrakcyjnym: pełnym chorych regulacji i przepisów i dziwnych, nierozumnych zasad i tradycji. Tego świata nie rozumieją sami bohaterowie, którzy znaleźli się w nim przez przypadek. Najciekawsze z absurdów są sposoby, jakie mają poszczególni ludzie, by poradzić sobie z niewygodami i przepisami przy pomocy innych przepisów. Polecam
Znalazło się tu niejedno rozważanie na temat stosunku człowieka do świata, dobra i zła, panowania człowieka nad naturą czy ludzkiej odporności na przeciwności. Podobno jest to typowe dla twórczości Strugackich.
Tyle wstępnych wrażeń. Więcej napiszę niebawem. Tymczasem polecam lekturę “Ślimaka na zboczu”.
(Strona o braciach Strugackich po angielsku: http://www.rusf.ru/abs/english/index.htm)





Nie znam niestety dzieł braci Strugackich, ale jeśli tak zachwalasz to może kiedyś sięgnę po jakąś ich książkę. A Ty mnie teraz zaciekawiłeś tym jak można pisać książkę w dwie osoby. Ale teraz tak sobie rozkminiam, że może myślą nad nią wspólnie i dzielą się swoimi przemyśleniami i wspólnie wybierają ostateczną wersję, w końcu co dwie głowy to nie jedna!
Pozdrawiam
A ja abstrahując od tematu, chcę powiedzieć tylko, że bracia Strugaccy do złudzenia przypominają pewnego pracownika EiTI, swoją drogą, dość charakterystycznego. Ot, taki moje spostrzeżenie.
tomm: pewnie tak, ale nie wyobrażam sobie uzgadniania ostatecznej formy jakiegoś zdania. Jak uzgodnić styl?
artiil: może ma rosyjskie korzenie, albo podobne zacięcie do życia
To mnie miło ucieszyłeś tym postem
Strugackich UWIELBIAM.
Dla mnie najwyższa półka SF, trochę z boku nurtu jednak bo przez wiele lat to jednak żyli we wrogim ZSRR. O ile pamiętam jeden to botanik 9 co widać w Ślimaku), drugi orientalista. Ślimak na zboczu należy do jednego z nurtów ich twórczości, który podejmuje w humorystyczny sposób sprawy społeczeństwa [social-SF??]. W tej serii to polecam zdecydowanie Poniedziałek Zaczyna się w Sobotę.
Drugi równie ciekawy nurt to “klasyczne” SF związane z stworzonym przez nich uniwersum, które moim zdaniem jest fenomenalne [choćby wprowadzenie psiej razy Głowanów i idealnie spójne przeplatanie sie wątków, postaci miejsc i historii w kilkunastu powieściach i opowiadaniach]. Polecam np.: Fale Tłumią Wiatr, Żuk w Mrowisku, Daleka Tęcza i kolejne…
Strugaccy są jednym słowem fenomenalni, niezapomniane dni i godziny przy ich literaturze. Specyficzna”słowiańskość” ich SF to też zaleta.
Czytaj z ich twórczości co się da – większość bibliotek jest dobrze wyposażona w ich ksiażki bo były z “bratniego” kraju.
Pozdrawiam