Wypadek na Alejach Jerozolimskich
Wracałem z pracy z Ochoty, jechałem tramwajem do centrum. Na samym środku pl. Zawiszy zatrzymaliśmy się na kilkanaście minut. Zewsząd zaczęły zjeżdżać karetki, straż pożarna, policja. W końcu tramwaj podjechał do przystanku i trzeba było wysiąść. Zobaczyłem wtedy ciąg tramwajów:

Trochę niewyraźne, bo w biegu i z komórki. Tam spotkałem się z Pauliną i pojechaliśmy dalej mocniej niż zwykle o tej potrze zatłoczonym autobusem. Dwie osoby wpadły pod tramwaj, jak donosi TVN Warszawa. Komentatotrzy są dość surowi, bo w centrum w ten sposób utknęły setki ludzi . Dobrze, że w obie osoby przeżyły. Ale JAK MOŻNA być tak nieuważnym na torowisku? Zapewne niewiele brakowało im do pożegnania się ze światem. Widok miejsca wypadku, który widzieliśmy chwilę później z autobusu, był naprawdę nieprzyjemny.





Można, można. Godzina snu za mało, jeden problem na głowie za dużo, niewielkie spóźnienie, albo zmęczenie bieganiem po mieście w słocie i chłodzie, i o nieuwagę nie trudno. A niezależnie od tego zwykła bezmyślność i przekonanie, że jest się krową na ulicach Delhi albo Jasiem w niemieckim samolocie.
Jedna ofiara wypadku nie przeżyła niestety
Też tam dzisiaj byłem i też w korku stałem.