“Ślimak na zboczu”, Arkadij i Borys Strugaccy
Zawsze miałem problem z wyobrażeniem sobie, na czym polega wspólne pisanie książki. Arkadij i Borys Strugaccy, bracia, Rosjanie – pisali wspólnie. Wykształceni, inteligenccy, tworzyli rzeczy niebanalne i trudne koncepcyjnie. A przy tym mieli dobre poczucie humoru. Tyle o nich wiedziałem, nie znając ich książek. Jedna z nich, “Ślimak na zboczu”, od dłuższego czasu leżała nieprzeczytana na półce. Więc się za nią zabrałem.
Moje świeże wrażenia są bardzo pozytywne i z pewnością sięgnę po następne dzieła braci. “Ślimak na zboczu” jest dla mnie doskonałym opisem rzeczywistości komunistycznej, partyjnej, pełnej bojaźni, strachu o własny stołek, o dokumenty, o poprawność. W doskonałej metaforze, na którą stać chyba tylko literaturę science fiction, autorzy dają wyraz kompletnemu bezsensowi przerośniętej biurokratycznej machiny i temu, jak znajduje (a raczej nie znajduje) się w tym wszystkim człowiek normalny, jak bardzo nie może się z nią pogodzić, jak bardzo go ona przytłacza i jak zupełnie jest on wobec niej bezradny. W książce są jednak dwa równoległe wątki. Drugi mówi o podobnej bezradności i wyobcowaniu człowieka pośród innych ludzi, którzy próbują go zrównać ze stadem, oswoić i zamknąć w jakieś ramy. Mówi o jego braku przynależności i klęsce, jaką na końcu ponosi, zupełnie jak poprzedni więzień biurokracji.
Poczynania bohaterów mają miejsce w świecie bardzo abstrakcyjnym: pełnym chorych regulacji i przepisów i dziwnych, nierozumnych zasad i tradycji. Tego świata nie rozumieją sami bohaterowie, którzy znaleźli się w nim przez przypadek. Najciekawsze z absurdów są sposoby, jakie mają poszczególni ludzie, by poradzić sobie z niewygodami i przepisami przy pomocy innych przepisów. Polecam
Znalazło się tu niejedno rozważanie na temat stosunku człowieka do świata, dobra i zła, panowania człowieka nad naturą czy ludzkiej odporności na przeciwności. Podobno jest to typowe dla twórczości Strugackich.
Tyle wstępnych wrażeń. Więcej napiszę niebawem. Tymczasem polecam lekturę “Ślimaka na zboczu”.
(Strona o braciach Strugackich po angielsku: http://www.rusf.ru/abs/english/index.htm)
Arthur C. Clarke, “Wyspa delfinów”
Skończyłem czytać “Wyspę delfinów” Arthura C. Clarke’a. Kupiłem kiedyś na allegro takie stare wydanie z 1986 r. To bardzo ceniony autor, jednak do tej pory go nie czytałem. Na podstawie jego tekstu “The Sentinel” powstał uwielbiany film “2001:Odyseja Kosmiczna“.
“Wyspa delfinów” jest typową książką autorów pokroju Clerke’a. Nie błyszczą oni stylem, który jest bardzo spokojny, raczej płaski i nieporywający, nie unikają niezręczności; gdy priorytetem jest przekazanie czytelnikowi jakiegoś faktu, liczy się bardziej przekazanie go, niż przygotowanie czytelnika do jego przyjęcia. Jest za to w tego rodzaju książkach coś innego, jakiś pomysł, prognoza, rozwinięte i omawiane, na przykładach, w wydarzeniach i dyskusjach bohaterów, dlatego “Wyspa delfinów” należy do książek ciekawych, choć nie do najlepszych, jakie czytałem.
W “Wyspie delfinów” Clarke rozwija pomysł, wg którego delfiny mają rozwinięty system komunikacji na poziomie podobnym do naszego języka. Główny bohater, młody chłopak, trafia na wyspę, na której prowadzone są badania nad tym fenomenem. Autor czerpał z badań naukowych i ekstrapolował je przy pomocy własnych pomysłów. Rozwinął implikacje, które wynikają z założenia, że delfiny “mówią”. W książce pojawia się np. urządzenie do komunikacji z delfinami, okazuje się, że delfiny mają swoje opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenia, a jedna z nich jest bardzo intrygująca
. Nie będę opisywał więcej szczegółów. Jak ktoś ma wolnych kilka wieczorów i nic lepszego do robienia – można śmiało polecić.




