Pieśń Seikilosa
Muzyka dawna. Pełno jej w EMPiK-u. Jest na nią moda. Ale jak dawna może być muzyka dawna? Najstarszy pełny utwór pochodzi z I w p.n.e. Zresztą różnie jest datowany (od II w. p.n.e. do I w. n.e.). Odczytany został ze steli Seikilosa, z epitafium, które, jak się uważa, napisał dla zmarłej żony. To właśnie tekst właściwego epitafium opatrzony jest muzyczną notacją. Brzmi on:
Ὅσον ζῇς φαίνου,
μηδὲν ὅλως σὺ λυποῦ,
πρὸς ὀλίγον ἐστὶ τὸ ζῆν,
τὸ τέλος ὁ χρόνος ἀπαιτεῖ.
Tłumaczenie jest choćby na Wikipedii, czy w artykule na temat Gardzienic (Wojciech Dudzik, Dialog, nr 5, str. 146), więc nie będę go powtarzał. Seikilos wzywa do korzystania z życia, póki jest czas. Jak to Grecy.
Najciekawsze jednak, że – powtórzę – jest to najstarszy na świecie pełny tekst z notacją, która umożliwia odtworzenia melodii całego utworu. Oczywiście jest mnóstwo interpretacji, a niektóre z nich – co za szczęście – dostępne są na YouTube.
Nigdy wcześniej żadnej nie słyszałem, choć uczyłem się o epitafium. Melodia i śpiew urzekły mnie na swój sposób.
Jak Wam się podoba najstarsza znana pieśń?
Poniżej jeszcze inna jej interpretacja:
Są oczywiście znane inne starsze melodie, ale już tylko fragmentarycznie. Najstarszy w ogóle zapis muzyczny pochodzi z glinianych tabliczek z około XIV w. p.n.e.
Też można posłuchać jego rekonstrukcji, tutaj.
Przygody Marka Twaina
Ten krótki, “niepokojący”, filmik pochodzi z animacji Willa Vintona z 1985 roku pod tytułem “The Adventures of Mark Twain”, która jest kolażem kilku utworów Marka Twaina. Ten konkretny fragment pochodzi z “Tajemniczego przybysza”, w którym dzieci poznają Szatana (choć nie tego właściwego). Dopiero niedawno, w 2005, film w całości został wydany na DVD. Z tego, co rozumiem, ta scena wycinana była w emisjach telewizyjnych, natomiast na DVD się pojawiła. Nie wiem nic o polskiej dystrybucji filmu, a chętnie bym kupił i obejrzał całość. Ciekawe, że po tylu latach zdecydowano wydać go na płycie. Obejrzyjcie sami.
“Ślimak na zboczu”, Arkadij i Borys Strugaccy
Zawsze miałem problem z wyobrażeniem sobie, na czym polega wspólne pisanie książki. Arkadij i Borys Strugaccy, bracia, Rosjanie – pisali wspólnie. Wykształceni, inteligenccy, tworzyli rzeczy niebanalne i trudne koncepcyjnie. A przy tym mieli dobre poczucie humoru. Tyle o nich wiedziałem, nie znając ich książek. Jedna z nich, “Ślimak na zboczu”, od dłuższego czasu leżała nieprzeczytana na półce. Więc się za nią zabrałem.
Moje świeże wrażenia są bardzo pozytywne i z pewnością sięgnę po następne dzieła braci. “Ślimak na zboczu” jest dla mnie doskonałym opisem rzeczywistości komunistycznej, partyjnej, pełnej bojaźni, strachu o własny stołek, o dokumenty, o poprawność. W doskonałej metaforze, na którą stać chyba tylko literaturę science fiction, autorzy dają wyraz kompletnemu bezsensowi przerośniętej biurokratycznej machiny i temu, jak znajduje (a raczej nie znajduje) się w tym wszystkim człowiek normalny, jak bardzo nie może się z nią pogodzić, jak bardzo go ona przytłacza i jak zupełnie jest on wobec niej bezradny. W książce są jednak dwa równoległe wątki. Drugi mówi o podobnej bezradności i wyobcowaniu człowieka pośród innych ludzi, którzy próbują go zrównać ze stadem, oswoić i zamknąć w jakieś ramy. Mówi o jego braku przynależności i klęsce, jaką na końcu ponosi, zupełnie jak poprzedni więzień biurokracji.
Poczynania bohaterów mają miejsce w świecie bardzo abstrakcyjnym: pełnym chorych regulacji i przepisów i dziwnych, nierozumnych zasad i tradycji. Tego świata nie rozumieją sami bohaterowie, którzy znaleźli się w nim przez przypadek. Najciekawsze z absurdów są sposoby, jakie mają poszczególni ludzie, by poradzić sobie z niewygodami i przepisami przy pomocy innych przepisów. Polecam
Znalazło się tu niejedno rozważanie na temat stosunku człowieka do świata, dobra i zła, panowania człowieka nad naturą czy ludzkiej odporności na przeciwności. Podobno jest to typowe dla twórczości Strugackich.
Tyle wstępnych wrażeń. Więcej napiszę niebawem. Tymczasem polecam lekturę “Ślimaka na zboczu”.
(Strona o braciach Strugackich po angielsku: http://www.rusf.ru/abs/english/index.htm)
O esperanto bez szczegółów
W liceum nauczyłem się esperanto. Nie używałem go od lat. No… może raz, czy dwa na rok. Dzisiaj jakimś sposobem trafiłem na kilka stron, a nawet blogów na jego temat lub w nim prowadzonych. To musi być całkiem fajna sprawa, pracować na przykład nad portalem lernu.net; zerknijcie do działu o zespole. Mają sporo użytkownków. Tutaj parę linków dla ciekawych:
- http://www.esperanto.net/
- http://pl.wikipedia.org/wiki/Esperanto
- http://www.cursodeesperanto.com.br/bazo/index.php?pl
- http://esperantujo2006.blogspot.com/
- http://birafehera.blogspot.com/
- http://my.opera.com/tobiasz83/blog/ – esperancki blog Polaka.
Najbardziej zaskakuje mnie, że tego języka nie zapominam… Tzn. nie tak, jak na przykład zapominam niemiecki i holenderski, które są nieprównanie bardziej złożone od esperanto (mimo swojej względnej prostoty). Gdyby przekonać gdzieś kogoś, że warto powszechnie nauczać tego języka jako lingua franca…
——-dodane później——-
Właśnie, znowu przypadkiem, znalazłem wpis nablogu Mikkego, w którym wypowiada się, dla odmiany, niepochlebnie o esperanto.
O niechcianych lekturach
Ostatnio stało się głośno z powodu kolejnego ruchu Ministerstwa Edukacji. Co prawda to dopiero projekt; sam Roman Giertych powiedział, że jest otwarty na propozycje. Mam jednak niejasne przeczucie, że to czcze gadanie, a usunięcie Franza Kafki, Witolda Gombrowicza (“Ferdydurke”), Brunona Schulza, Gustawa Herlinga–Grudzińskiego (“Inny świat”), Fiodora Dostojewskiego, Witkacego, a nawet (sic!) Goethego i Conrada będzie forsowane stylem “wbrew czemukolwiek”. Gdy przeglądam tę listę i myślę o światopoglądzie partii, która włada obecnie Ministerstwem, powody takiego posunięcia stają się jasne. Najbardziej jednak porusza mnie usunięcia “Innego świata”, ponieważ myślałem, że wyrośliśmy z prób zamazywania rzeczywistości.
Jeśli chcesz wyrazić swój sprzeciw, kliknij tutaj i się podpisz.





5 komentarzy